Panorama

W skrócie o tym, jak było w 2019

Koniec roku, to zazwyczaj czas podsumowań, dlatego też zapraszam na krótkie podsumowanie mojego roku 🙂

Bez dwóch zdań był to dla mnie rok przełomowy pod wieloma względami. Progres w moim rowerowaniu zaskoczył nawet mnie 😛

Początek roku to był czas kiedy zaczęłam wsiadać na rower po mocnej kontuzji nogi i długiej przerwie… czas kiedy zaczynałam odbudować swoją kondycje i mięśnie nóg, które przez czas unieruchomienia zniknęły w oczach 🙁 Ale przy ODROBINIE samozaparcia kondycja dość szybko nie tylko wróciła do normy, ale i wróciła ze strojona siłą 🙂

Początki jednak były trudne, cały czas obawiałam się że polecę na nogę i wszystko zacznie się od nowa… A to powodowało, ze jeździłam na jakieś… 40% 🙁 Nie poddawałam się jednak i jeździłam kiedy tylko była możliwość. A tej zimy jeździłam naprawdę dużo! Poznałam cały ogrom ludzi, którzy również mają fioła na punkcie roweru, którzy nie patrzą na mnie jak na wariatkę, że zamiast odpoczywać na kanapie po pracy w locie wskakiwałam w ciuchy rowerowe i biegłam na rower 😛 Im nie muszę tłumaczyć, ze ja właśnie w taki sposób odpoczywam, a leżenie na kanapie zwyczajnie mnie wykańcza i wysysa ze mnie wszelkie siły.

Jazda z nowymi osobami, po zupełnie dla mnie nowych trasach i miejscach, spowodowała u mnie ogromny skok rozwojowy (co najmniej jak u niemowlaków :-P) Dosłownie kilka wyjazdów wystarczyło, żebym uwierzyła w siebie i zobaczyła, że to wszystko naprawdę da się zrobić! Możliwość jazdy z osobami lepszymi ode mnie, możliwość podglądania jak oni przejeżdżają elementy, które dla mnie wydawały się nieprzejeżdżalne sprawiła, ze granice przesunęły się naprawdę moooocno 🙂 Szczerze to sama aż zaczęłam się BAĆ swoich postępów 🙂

Rok, w którym przejechałam rzeczy które jeszcze na początku sezonu wydawały się całkowicie nieosiągalne, w moim mniemaniu zarezerwowane dla naprawdę nielicznych. 

W tym roku miałam tez swój debiut w zawodach enduro 🙂 Rozpoczęłam je skokiem na głęboką wodę 😛 Rabka-Zdrój trasy, które dały mi nieźle popalić fizycznie, a momentami też psychicznie! Ale cel jaki sobie założyłam ZREALIZOWAŁAM – zawody ukończyłam, nie poddając się pogodzie, zmęczeniu i całej reszcie. Dla mnie to było największe zwycięstwo. Wtedy też poczułam jak wyzwala się adrenalina po wystartowaniu i uruchomieniu licznika 😛

Później była jeszcze Przesieka 🙂  I znowu jazda w deszczu… 😛

W tym roku tez w końcu udało się pojechać w Alpy i mieć to szczęście jeździć w Saalbach i Leogangu, ach co to był za wyjazd, co to były za trasy 🙂

W końcu rok, w którym moje wycieczki po górach zwiększyły swoja liczbę kilometrów z 40 km do ponad 80 km momentami przekraczając 3 tys. przewyższeń dziennie. Moja pierwsza 100tka w górach 🙂 To był czas kiedy uwierzyłam, ze to wszystko jest możliwe! Oczywiście do tego słynnego „dam rade!” niezbędne są treningi i dużo samozaparcia, ale bez wiary w powodzenie nie byłoby to wszystko możliwe! 

Rok przełomowy także dla Oliwki i Tymona. Sporo nowych górskich tras i kilometrów, a co najważniejsze, pierwsze samodzielne trasy Tymka bez holu 🙂 I na nowym, dużym rowerze 😉 I te okrzyki radości Oliwki na zjazdach…. bezcenne 🙂 

Dodatkowo czas, w którym gdyby nie rower nie byłoby ze mnie czego zbierać… 🙁 PASJA, to to coś co daje siłę do działania, daje siłę do tego by wstać  z łóżka i iść dalej. Pozwala przewietrzyć ostro głowę i zapomnieć o problemach, a może wręcz podsuwając możliwość rozwiązania ich…? 🙂 

Stary Książ
Fot. Jurek Godłów - JEGO fotografia
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *