rowerem po górach

Singletrack Glacensis

Przed nami kolejny długi weekend i sporo z Was pewnie zastanawia się co tu robić i gdzie się wybrać 😉 Dlatego też postanowiłam Wam troszkę ten wybór ułatwić 😉 Dla osób lubiących aktywne spędzanie czasu na rowerze, fajna opcja do pojeżdżenia w górach na specjalnie do tego przygotowanych trasach, w przepięknych okolicznościach przyrody, a jednocześnie na niekarkołomnych trasach, jak to zazwyczaj bywa u mnie 😉

Sposób na długi weekend?

W weekend majowy wybraliśmy się tam wraz z dziećmi – tu, żeby kogoś nie zmyliło słowo DZIECI 😛 i nie uznał, że na trasie nic się nie będzie działo i będzie nudno – otóż nic bardziej mylnego 😉 Jako, że ja kocham taki rodzaj jazdy jaki kocham, to siłą rzeczy moje dzieci też nie jeżdżą po drogach rowerowych czy parkach. Zabieram ich na trasy, na których naprawdę dużo się dzieje, na których niejeden dorosły zszedłby z roweru 😉 Niezmiernie cieszy mnie fakt, że pokochały to tak samo jak ja i tylko patrzeć kiedy na zjeździe  ich nie dogonię 😛

Pętle singletrack Glacensis są bardzo mocno rozbudowane i dość mocno rozrzucone po całym obszarze Ziemi Kłodzkiej, dlatego warto wcześniej przejrzeć sobie mapkę i zaplanować ich połączenie w najlepszy dla nas sposób. Łącznie to ponad 20 pętli liczących wraz z dojazdówkami ponad 200 km. Wszystkie bez problemu znajdziecie na Trailforks.

przez górki rowerem 😉

Wybierając trasy na nasz wypad, patrzyłam przede wszystkim, żeby COŚ się tam działo 😉 Moje dzieci, w górach przejeżdżają spokojnie ponad 20 km, więc szukaliśmy opcji na których nie będzie nudy i trasa nie będzie podzielona typowo na podjazdową i na zjazdową, a będzie te elementy łączyć ze sobą naprzemiennie. U nas się to sprawdza – gdy na trasie nie jest cały czas pod górkę, a zjazdy z podjazdami przeplatają się, dzieci nie odnotowują jazdy pod górkę na tyle, aby zacząć myśleć o tym, że ciągle jest pod górkę 😛 Co nie zmienia faktu, że na koniec wycieczki wychodzi spore przewyższenie 😉

Na pierwszy ogień poszła pętla Ostoja, ruszająca w naszym przypadku z Jodłowa. W planie była w sumie tylko ta pętla, z widniejąca gdzieś z tyłu głowy wizją dokooptowania kolejnej pętli – Pod Śnieżnikiem.  Ruszając Ostoję z Jodłowa ma się wrażenie, że więcej się zjeżdża niż podjeżdża, tak więc banany na buziach pojawiają się natychmiast 😉 Przepiękne ułożenie terenu, powoduje, że jazda jest ogromną przyjemnością, a podczas jazdy łatwo stracić skupienie na jeździe podziwiając wszystko dookoła 😉 Na trasie znajdziecie sporo ciekawych elementów, kładek prowadzących przez rzeczki. W stronę Międzygórza Ostoja ma stanowczo łatwiejszy charakter, wiedzie raczej po dobrze ubitym podłożu, nie zawierającym jakiejś większej ilości trudniejszych elementów, ani korzeni. Na powrocie natomiast, dla osób troszkę mniej wprawionych, jeden odcinek może troszkę przyspieszyć bicie serca 😉 Trawersuje on po wąskim, bardziej surowym podłożu, na którym spotkamy sporą ilość korzeni. Zdecydowanie ten odcinek jest najtrudniejszy z całej Ostoi. Trudność zmaga to, że trasa jest wcięta w zbocze i jest się dość wysoko 😉 To odcinek, gdzie moje dzieci poradziły sobie przepięknie, natomiast moje serce znacznie tam przyspieszyło widząc je na korzeniach nad przepaścią 😉

Lecimy dalej? 😉

Ale wracając do naszej trasy – nie skończyła się ona oczywiście na jednej pętli… 😉 Po przejechaniu Ostoi w kierunku Międzygórza, dzieci zgodnie oznajmiły, że lecimy dalej Pętlą Pod Śnieżnikiem. Rzuciłam tylko naiwne zdanie „Czy jesteście pewni, ze dacie radę?” W sumie to nie wiem jakiej odpowiedz się spodziewałam? Wiadomo, ze jak coś chcą to potwierdzą wszystko, a później w razie czego rozpłaczą się i powiedzą, ze nie mają siły 😛 Znacie to? My na szczęście jesteśmy na takie ewentualności dość dobrze przygotowani i zabieramy ze sobą specjalne hole do rowerów, na wypadek gdyby bateria w nogach im się skończyła 😉 Pętla Pod Śnieżnikiem w kierunku Międzygórza, to w całości trasa o charakterze zjazdowym – tam podjazdów nie uświadczymy… ale, co za tym idzie trzeba się liczyć z okrutną rzeczywistością – czyli cały powrót jest pod górę! Ale zacznijmy od zjazdu 😉 To część bardziej gładka, równa na której spotkamy sporo band i z pewnością rozwiniemy większe prędkości. Uwielbiam patrzeć na tych małych rowerzystów jak z taką prawdziwą radością lecą na swoich rowerkach 🙂

Po fajnym, szybkim odcinku zjechaliśmy do Międzygórza i tam w ruch poszły już hole. Czekał nas spory podjazd do początku pętli powrotnej. No i jak dobrze pamiętacie – pętla powrotna Pod Śnieżnikiem to w większości też podjazd… Szczerze spodziewałam się tam jakiegoś kryzysu…ale hmmm nie doczekałam się go 😉 Dzieci dzielnie pedałowały i pokonywały zakręt po zakręci pnąc się do góry. W niektórych momentach wspomagały się holem, ale w znacznej mierze pociągnęły trasę o własnych siłach.

Po dojeździe do powrotnej pętli Ostoi – było już znacznie lżej, gdyż na niej liczna zjazdów i podjazdów wyrównuje się, nie tworząc tego okrutnego wrażenia, ze ciągle jest pod górę 😉

Jazdy nigdy za mało, jedziemy na kolejną pętlę 😉

Kolejnego dnia wybór padł na pętlę Orłowiec, zaczynająca się niedaleko Złotego Stoku pętla liczy ok 20 km – my ją delikatnie obcięliśmy o jeden podjazd w końcowej części 😉 Pogoda od rana straszyła i nie zachęcała do wyjścia na rower, ale Tymuś postanowił, że jedziemy więc pojechaliśmy 😉 Orłowiec z profilu mapy prezentował się dość obiecująco i tak też było. Zdecydowanie jedna z lepszych pętli na Glacensis. 

Jedynym minusem była ogromna ilość powalonych drzew na trasie. W początkowym odcinku więcej nosiliśmy rowery niż jeździliśmy… 

Spodziewaliśmy się, że na długi weekend majowy takie wiatrołomy będą pousuwane, niestety mocno się rozczarowaliśmy. Z tego, co ostatnio wyczytałam – drzewa te zostały już z trasy usunięte, tak więc spokojnie można szaleć 😉 Pierwszy odcinek Orłowca to w większości trasa prowadząca w dół. Bardzo ładny, widokowo odcinek, a jako, że dużo nosiliśmy tam rowery to i było więcej czasu, żeby popodziwiać widoki ;-P 

Sporo ciekawych band i miejsc gdzie można nabrać prędkości. A z naszymi dziećmi można już fajnie pośmigać. Orłowiec to pętla, na której spotkamy przeróżne uwarunkowania terenu i podłoża. W trakcie jazdy zmienia się na tyle, że z całą pewnością nie ma nudy. Zawijasy na podjazdach potrafią zmęczyć, ale gdy Twoje dziecko jedzie przed Tobą i nie marudzi ani słowem, że jest za ciężko, Tobie tym bardziej nie wypada tego robić ;-P Odcinki zjazdowe wymieszane z odcinkami zjazdowymi, czyli to co lubimy najbardziej 😉 Zanim skapniemy się, że znowu jedziemy pod górkę, na drodze pojawia się jakiś przyjemny zjazd i znowu ładujemy pozytywnie baterie na dalszą część drogi 😉 Mniej więcej w połowie naszej pętli spotykamy troszkę trudniejszy, bardziej techniczny odcinek trawersujący po korzeniach – to znowu jedno z tych miejsc, kiedy jadąc z dziećmi jestem z nich dumna jak pięknie sobie radzą, a z drugiej chciałabym krzyknąć zatrzymaj się , przeniosę Twój rower ;-P

Po drodze oczywiście nie mogło się obyć bez ulewy… 😛 Złapała nas w najgorszym z możliwych miejsc, czyli na dojeździe pomiędzy lasami, gdzie nie było możliwości schować się pod żadna wiatą czy drzewami. Ale nawet deszcz ani na chwile nie popsuł nam humorów 😉

Trasa ciekawa, urozmaicona, nie pozwalająca się nudzić, a zdecydowanie pozwalająca się mocno zmęczyć 😉 Na podjazdach trzeba się postarać, zawijasy prowadzące w górę rozkładają nachylenie, ale dalej trzeba na nich dobrze przypedłaować, żeby wjechać 😉  Z podziwem jechałam za moim pięciolatkiem, patrząc jak uparcie wyjeżdża jeden podjazd za drugim 😉 zarazem zdając sobie sprawę z tego jak wielu dorosłych dawno w takich sytuacjach odpuszcza. Jeszcze trochę i nie będę miała do niego startu i to on będzie ciągnął za sobą na holu mnie 😛

W końcowej części czekało nas sporo ciekawych miejsc, z wijącymi się wokół skałek winklami i mostkami 😉 Ostatnie kilka kilometrów to już tylko podjazd, ale bardzo ciekawie wkomponowany w teren. 

Trasę skończyliśmy na 17km 500m przewyższenia 😉

Jeżeli lubicie jazdę po górach, a nudzą Was zwykłe drogi szutrowe, to te single są  zdecydowanie idealnym rozwiązaniem. Nie znajdziecie tam karkołomnych zjazdów, ani podjazdów, każdy odcinek jest dokładnie przygotowany  dla rowerzystów, a oznaczenia są w każdym potrzebnym miejscu usytuowane tak, że nie da się zabłądzić 😉

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *