Kwarantanna Kama on the bike

Ruch w bezruchu…

Wiosna

Większość z nas z utęsknieniem czeka zawsze na wiosnę, w głowie tworzy całą listę planów, co gdzie, jak z kim… Tym razem okazało się, że wszystkie te plany pozostaną tylko na liście, której nie wprowadzimy w życie.

Moje pokolenie nie znało czasów, w których wolność była ograniczana, braliśmy to za coś oczywistego, twierdząc, że wszystko zależy TYLKO od nas, że to co mamy czy też nie, to kwestia ograniczeń w naszych głowach. 

Na każdym kroku czytaliśmy, że możemy wszystko, że wystarczy w to uwierzyć…

Teraz w jednej chwili, ktoś nam pokazał, jak niewiele może zależeć od nas, że to nie my rozdajemy tu karty.

Każdy z nas ma swoje zdanie na temat zakazów, zaleceń przestrzegania ich czy też nie. Osoby bardzo aktywne z całą pewnością radzą sobie z tymi zakazami dużo gorzej od tych, dla których niewiele się zmieniło, poza tym, że nie muszą iść do pracy. 

Co się zmieniło u mnie?

Hmmm nie widujecie mnie na rowerze, chociaż rower to część mojej pracy, moje życie toczy się w miejscu, w którym nigdy nie miałam czasu być. Mam poczucie, że ktoś zamknął mnie w klatce i zabrał część mojego życia. Mam poczucie marnowania czasu, którego już nie odzyskam… Mimo, że… a zostawię dla siebie co o tym wszystkim myślę. Czy się nudzę? NIE! Ja na to nadal zwyczajnie nie mam czasu, w moim słowniku nie ma słowa NUDA! Czasu też nie wypełniam siedzeniem przed telewizorem, powiem więcej – nie posiadam go 😛 Staram się ruszać jak najwięcej, na wszelkie dostępne sposoby. Staram się nie zwariować…

A jak sobie z tym wszystkim radzić w momencie gdy tak wile rzeczy wali się naraz? 

Wiem, jak łatwo krzyczeć #zostańwdomu gdy ma się dom z ogrodem i jak trudno zrozumieć tych, dla których #zostańwdomu oznacza zamknięcie w czterech ścianach bez możliwości wychylenia nosa na zewnątrz. Część osób przeniosła swoje życie na podwórko, część na balkon, a co z tymi, którzy mają do dyspozycji mieszkanie jednopokojowe bez balkonu? Hmmm no właśnie dlatego uważam, że zanim wylejemy na kogoś wiadro pomyj w internecie jakim to jest ignorantem i całą resztą epitetów, warto pomyśleć i spróbować zrozumieć ludzi, którzy sobie w tej całej sytuacji po prostu nie radzą. Dla, których ruch to jedyna odskocznia od problemów, pomagająca choć na chwilę nie myśleć o tym co przyniesie jutro po kolejnych decyzjach „GÓRY”.

Ja próbuję nie myśleć jak bardzo chciałabym być teraz na rowerze, ile pięknych miejsc i tras mogłabym mieć już za sobą… Staram się myśleć, jak wiele pięknych miejsc będę mogła odwiedzić, gdy to g**no się skończy, zdając sobie sprawę, że to wszystko co nazywamy „normalnością” będziemy musieli mocno przewartościować i nauczyć się jej od nowa, na nowych warunkach.

I pamiętajcie, nie w każdym mieszkaniu da się biegać, nie w każdym można postawić trenażer itp. Ale w każdym można zwariować, dlatego róbmy to, co jest dla nas dobre i ważne!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *