Pierwsze łzy na rowerze :-)

Wszystko zaczęło się od tego, że jakieś trzy miesiące temu Tomek podesłał mi link do wydarzenia na FB. Specialized Women Trail Days organizowane w mojej ulubionej miejscówce rowerowej – w Srebrnej Górze 🙂 hmmm zajrzałam, przeczytałam i zapomniałam 😛 Po kilku dniach stwierdziłam, że jednak chcę wziąć udział w tym szkoleniu, przecież ono jest własnie dla MNIE 🙂

Zapisałam się i z niecierpliwością czekałam na początek sierpnia. Przecież to miało być za całe WIEKI 🙂

Czas do szkolenia oczywiście zleciał bardzo szybko, w piątek kiedy zbierałam się do Srebrnej nie wierzyłam, ze to JUŻ 🙂 Szkolenie zapowiadało się super, fajna ekipa i świetne trenerki (Katarzyna „Buruś”  Burek oraz Iwona Kurczab). Wszystko przygotowane na naprawdę fajnym poziomie. Ciekawość tego, jak będzie wyglądało szkolenie i czego nowego będę mogła się nauczyć sięgała zenitu 🙂 Pamiętacie jak opisywałam o miejscach, które mnie pokonały? Tak w Srebrnej nadal takie mam 😛 Byłoby ich już naprawdę niewiele, ale Trasy Enduro Srebrna Góra postanowili dobudować dwie nowe TRASY, o których póki co mogę sobie tylko pomarzyć 😛 HAHA jestem przekonana, że zrobili to specjalnie, żebym miała z czym walczyć i czego się bać 😛

Wracając do szkolenia miałam założony jeden CEL – pokonać w końcu ściankę, która tak bardzo pokonała moją GŁOWĘ na początku mojej przygody z rowerem. Tam byłam TOTALNIE przegrana. Rozłożyła mnie na łopatki w pierwszej bitwie na tyle skutecznie, że każda kolejna próba kończyła się niepowodzeniem. Strach był na tyle silny, że paraliżował mnie na samą myśl o tym zjeździe. Poważnie? A podobno jestem taka silna 😛 Za każdym razem wracałam z tej trasy wściekła na siebie, że po raz kolejny zostałam POKONANA 🙁 Wizja, którą sobie wytworzyłam w głowie uniemożliwiała jakimkolwiek argumentom dojście do mnie i przekonanie mnie, że dam radę to zrobić. Nie ma nic gorszego niż wmówić sobie, że coś jest NIEMOŻLIWE! Poważnie? Ja chyba jestem w tym mistrzem 😛

W sobotę wieczorem, nasza trenerka zgodziła się na jeszcze jeden wjazd i przejazd właśnie TĄ trasą 🙂 Spędziłyśmy tam naprawdę sporo czasu. Moja
blokada w głowie była BARDZO SILNA, emocje, które towarzyszyły mi tam za każdym razem były po prostu nie do opisania. A strach…podobno ma wielkie oczy… hmmm POWIEDZIAŁABYM, że słowo wielkie to jakaś strasznie minimalistyczna forma! 😛

Stałam tam przerażona z tym ROWEREM (nie zliczę już który to raz). Podjęłam próbę, ha i jak się ona mogła skończyć? Tak, brakło mi wiary w siebie – zatrzymałam się przed samym początkiem przełamania. Wyburczałam pod nosem jak to ja bardzo nienawidzę swojej GŁOWY i odprowadziłam rower za zakręt na początek trasy 🙁 Zostawiłam go tam i poszłam poznęcać się nad sobą… stałam tam na tym CHOLERNYM przełamaniu przyglądając się swojemu WROGOWI. Wróciłam po rower wkurzona, przerażona z mega mocno walącym sercem. Naprawdę? Znowu mam wrócić pokonana? Kurde ile można??? Wtedy wiedziałam już, że albo zrobię to teraz, albo już zawsze ten zjazd będzie moim PRZEŚLADOWCĄ, który rósł w siłę z każdą moją porażką 🙁

Całe szczęście byłam tam z najlepszą trenerką jaką mogłam mieć 🙂 Stałam na rowerze przygotowana by ruszyć, walcząc ze swoją głową i palcami, które zaciskają hamulce w momencie kiedy JA chcę jechać dalej…I co słyszę? ‘Nie ma się tutaj czego bać, JEDZIESZ!, dasz radę!’ – to były słowa Kasi. Słyszałam je tam już wiele razy od wielu osób, ale dopiero teraz w nie UWIERZYŁAM 🙂

Stał się cud, nie zahamowałam i znalazłam się na dole NIE ZNOSZĄC ROWERU! Ale moment kiedy dojechałam już na dół i zatrzymałam rower – te emocje były już zbyt duże 😛 Rzuciłam rower w krzaki i się poryczałam 😛 Nie wierzyłam, że będąc na DOLE to ja byłam GÓRĄ! 🙂

Mój przejazd możecie zobaczyć na filmie Kasi:

https://www.facebook.com/katarzynaburekburus/videos/966799183523320/


Część zdjęć wykorzystanych we wpisie pochodzi z wydarzenia Specialized Women Trail Days wykonane przez Szachimat

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *