(Nie)Rowerowy Urlop

Urlop, hmmm wymarzone pojęcie i czas. Każdy czeka na niego z niecierpliwością… Ja również nie mogłam doczekać się urlopu. W tym roku zupełnie inaczej niż zawsze postanowiliśmy naprawdę ODPOCZĄĆ 🙂 Nie, nie, nie wykupiliśmy wczasów w ciepłych krajach, nie wybraliśmy leżenia plackiem na plaży i objadania się na all inclusive 😛

Postanowiliśmy wybrać się na urlop, na którym nikt nam nie będzie wyznaczał czasu śniadania, obiadu i kolacji. Chcieliśmy spędzić go całkowicie bez planu. Jedynym planem były rowery, a trasy – gdzie nas ścieżki zaprowadzą, no i oczywiście na ile dadzą radę nasze dzieci. One na szczęście są już na tyle zarażone cyklozą, że przejazd 20 km w górach nie stanowi większego problemu. Tak więc na nizinach – tym bardziej NIE 🙂 Młody oczywiście wspierany holem i koniem pociągowym w postaci taty. Chociaż w tym roku opanował jazdę na samodzielnym rowerze, w końcu innym niż biegowy 🙂 Oliwka natomiast to urodzona golinoga 😛

Plany wakacyjne w sumie były DWA. Pierwszy urlop główny, wraz z dziećmi, wstępnie opisany wyżej, a drugi… długo wyczekiwany wyjazd do bikeparku w Austrii. Leogang od dawna jest moim marzeniem rowerowym. W końcu marzenie to miało się spełnić. Pełna ekscytacji czekałam na urlop. Miejsce zaklepane i tylko czekać do września 🙂

Jak wiemy, nie zawsze jest tak pięknie jak to sobie założymy.. Środa, dzień przed urlopem… W dodatku dzień wolny od pracy, postanowiliśmy wybrać się do naszej ukochanej Srebrnej Góry. Wykorzystać ostatni dzień, w którym dzieci są na wakacjach u dziadków. No to wykorzystaliśmy… na MAKSA… Bawiliśmy się naprawdę super, ale wszystko do czasu 🙁 Najtrudniejsze ścianki przejechane, dropy wyskoczone, a w miejscu, w którym kompletnie nic się nie dzieje – GLEBA. I to gleba, która wykluczyła Tomka z dalszej jazdy. Rower sprowadzony na dół, pakujemy się i jedziemy. Wieczór spędzony na SORZE, wieczór??? Tomek wrócił do domu o pierwszej w nocy! Z ręką w gipsie na pięć kolejnych tygodni 🙁

Nie muszę Wam pewnie mówić, że nasze plany urlopowe wzięły w łeb? Tak jak ten z dziećmi został trochę zweryfikowany przez to zdarzenie, tak wrześniowy…musiał zostać odwołany 🙁

Tylko to TROCHĘ zweryfikowany oznaczało brak rowerów… A tak miało być fajnie. Osoby uzależnione wiedzą o czym mówię 🙂 To nie takie proste tak nagle spędzić dwa tygodnie bez roweru. Czy ja powiedziałam bez roweru??? Haha po nocach ciągle mi się śni, że jeżdżę rowerem 😛 To już chyba największy stopień uzależnienia 🙂 A w dzień… dobrze, że moja córka lubi jeździć rowerem. Tak więc ona na swoim góralu, a ja… na rowerze miejskim 😛 Może to nie to samo, ale zawsze skutki odstawienne troszkę mniejsze 😛

HMMM, ale przecież ja za dzieciaka miałam super ROWER górski 😛 Szybki przegląd budynku u rodziców… I JEST! Zobaczcie jaka maszyna, toż to FULL 😛 

20 lat temu był obiektem zazdrości na osiedlu, a dziś… nadal jeździ 🙂 Co prawda hamulce pełnią tylko rolę spowalniaczy, a tylne koło ma ogromną centrę, ale jeździ 🙂 Nawet całkiem przyjemnie 😉 Tylko jego geometria bliższa jest rowerowi szosowemu jak górskiemu… przecież tu w większości i tak po asfalcie 😛

Także wakacje, które zapowiadały nam się całkowicie nie rowerowo spędziliśmy dość aktywnie: rower, miejski, górski, WODNY i na koszulce 😛 Tak te dwa ostatnie Tomek z ręką w gipsie ogarniał perfekcyjnie 😛

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *