Nie ma jak urlop!

Jak to jest, gdy osoba uzależniona od ciągłego ruchu zostaje unieruchomiona? Hmmm, żeby nie używać tu bardzo niecenzuralnych słów powiem tylko, że jest to straszna KARA, wywołująca cały wachlarz emocji. Bezczynne siedzenie na kanapie jest po prostu straszne! Ktoś powie ODPOCZNIJ sobie w końcu. Ale czekaj czekaj, dobrze słyszę? ODPOCZNIJ??? To mogą zrozumieć tylko inne osoby równie mocno uzależnione od aktywności fizycznej. Ja nie potrafię odpoczywać siedząc na kanapie. Nie potrafię? Tylko tyle? NIE, ja nie tylko nie potrafię tak odpoczywać, powiem więcej taka bezczynność mnie strasznie MĘCZY, to prawdziwy koszmar!

Kanapa

Ale wróćmy do tego jak to się stało, że… no właśnie, że siedzę właśnie na tej KANAPIE… Hehe, przynajmniej mam dużo czasu, żeby coś dla Was napisać 😉 Pamiętacie, jak dwa miesiące temu pisałam, że nasz urlop szlag trafił? Tak Tomek dzień przed urlopem złamał rękę. No własnie, może w tym jest problem, że zaplanowaliśmy urlop po raz kolejny. W czwartek mieliśmy zacząć urlop, a w poniedziałek wieczorem Kama wraca do domu ze skręconą nogą… 🙁 Ewidentnie urlopy w tym roku nie były nam dane. Kurcze przecież firmy ubezpieczeniowe dadzą nam BANA na jakiekolwiek ubezpieczenia jak tak dalej pójdzie 😛

No dobra dobra, bo miałam pisać jak to się stało, a ja znowu coraz dalej 🙂 W poniedziałek po pracy wybraliśmy się z Sudety Na Bajku na nasze ukochane BAJKI 🙂 HEHE. Jako, że dni z dnia na dzień coraz krótsze, coraz trudniej wybrać traskę, którą można ogarnąć po pracy zanim zrobi się ciemno. Dlatego na wszelki wypadek spakowałam dwa komplety lampek z akumulatorkami (prawdopodobnie nawet naładowanymi 😛 ), gdyby jednak noc na szlaku nas zastała 😉 Michał jak zawsze wymyślił bardzo FAJNĄ trasę – częściowo dla mnie nową. Kurde naprawdę to lubię 😉 Jak na ENDURO przystało nie zabrakło podpychów, przedzierania się przez chaszcze i inne przeszkody. W pewnym momencie znaleźliśmy się w miejscu, w którym postanowilismy POSPACEROWAĆ z rowerami na stromym luźnym zejsciu.

Pewnie już myślicie, że tam popsułam swoją nogę co? Ale NIE NIE, to nie takie proste jakby się wydawało 😉 Żeby było śmiesznie wypadek zdarzył się już w miejscu, w którym kompletnie nic się nie działo! NAPRAWDĘ! I zapamiętajcie – z rowerem NIE spacerujemy 😛 Jak widzicie na załączonym obrazku takie spacery są BARDZO niebezpieczne ;-P Tak, więc na odcinku, w którym kompletnie nic się nie dzieje, okazało się, że NIE POTRAFIĘ chodzić 🙁 Źle stanęłam na nodze i usłyszałam tylko  jak coś co nie powinno STRZELIŁO. Źle stanęłam? NIE, ja zajebiście źle stanęłam, noga strzeliła, a ja nie byłam w stanie utrzymać się na niej i postanowiłam sprawdzić PRZYJAZNOŚĆ podłoża. Mój ROWER solidarnie poleciał razem ze mną ;-P W końcu szliśmy za ręce 😛 Słyszałam ten dźwięk, który ewidentnie mówił mi, że noga cała nie jest. Ale nie byłabym sobą, gdybym tam w tamtym momencie w to uwierzyła 😛 Pierwsza moja myśl? NIE, to niemożliwe, za dwa dni mam URLOP! Na pewno nic się nie stało, to na pewno tylko nadwyrężenie. Mówię Wam BANKOWO 🙂 W między czasie Michał wrócił po sierotę , z którą wybrał się na rower 😉 Zdjęłam buta, początkowo ból był taki, że nie mogłam zbytnio ruszać stopą, ale przecież NIC się nie mogło stać ;-P Rozmasowałam nogę i stwierdziłam, że jest OK. Przecież mówiłam, że to zwykłe nadwyrężenie! 😛 Wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy dalej. Jako, że przecież NIC się nie mogło stać postanowiłam, że nie skracamy trasy i jedziemy dalej. Do domu? Nie ma mowy! 😛 Na kolejnym szczycie poczułam, że jednak mimo mojego dobrego nastawienia i nie dopuszczania myśli, że skręciłam nogę EWIDENTNIE coś jest NIE TAK ;-( Mimo bolącej nogi było fajnie, momentami nawet ŚMIESZNIE. Nawet ogarnęliśmy jeszcze kilka fotek dla Was 🙂

Dotarłam jakoś do domu, jak? Na rowerze oczywiście. Po wejściu do domu zapytałam Tomka, czy będzie bardzo zły, jak się okaże, że tym razem to JA zepsułam wakacje 🙁 Mimo to nadal miałam nadzieję, że w czwartek NAPRAWDĘ będę mogła jechać w góry. Ta nadzieja nie trwała już długo, bo po zdjęciu buta noga bolała coraz bardziej, puchła i nabrała ciemnych kolorów 🙁 Mimo, że upierałam się, iż nie ma potrzeby jechać na pogotowie Tomek zawiózł mnie do szpitala. Tam już nie pozostawili mi złudzeń ;-( Noga skręcona! Po powrocie do domu, na nodze nie dało się już stanąć, a moje kostki przestały istnieć.  W środę na wszelki wypadek wybrałam się jeszcze do ortopedy, żeby mieć pewność co z tą nogą, niestety okazało się, że noga jest paskudnie skręcona, a torebki stawowe poszły w drobny mak ;-( No i zaczęło się, zamiast małej, lekkiej ortezy, ciężki, wielki BUCIOR i cała reszta cudowności za tym idąca ;-( 

Komuś bardzo zależało, żebym usiadła z tyłkiem na kanapie! Powiem więcej siedzę na tej kanapie. Mimo, że sporo moich planów znowu wzięło w łeb nie mam zamiaru się poddawać!

Teraz odkrywam nowe treningi – i wiecie co? Muszę koniecznie napisać do SUUNTO, żeby wprowadzili nowe ćwiczenie do zegarka. Koniecznie trzeba dodać ‘SKAKANIE O KULACH’. Kurde wiecie ile to pochłania energii i ile mięśni przy tym pracuje? Hehe, wszystkie miejsca, które do tej pory wydawały się na wyciągnięcie ręki są cholernie daleko, dotarcie do nich to udręka. Gdy skaczesz na jednej nodze, a drugą nie wolno Ci się nawet podeprzeć okazuje się, że na 100 metrową podróż masz ochotę zamówić taksówkę 😛 POWAŻNIE! 🙂

Nie wiem jak przetrwam tyle czasu z unieruchomioną nogą, ale wiem, że wrócę na ROWER najszybciej jak to tylko będzie możliwe 😉

P.S. Trasa była SUPER, drugi raz też poszłabym na nią bez wahania 😉 

A tu ędurowe kule, które trzeba dla mnie ogarnąć 😛

Udostępnij

2 komentarze

    • Ale z ktorym? Z tym, że skrecilam noge, z tym ze mialam jechac na urlop czy z tym ze przy skreconej nodze nie moge wykonywac tych wszystkich aktywnosci ktore tak bardzo lubie? Bo tu chyba nie ma sie z czym nie zgadzac… Moze sie moj tekst podobac lub nie, ale ciężko jest podwazyc fakty 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *