Mały Śnieżnik

Masyw Śnieżnika cz.2

Dzień spędzony na granicy 😉

Nogi same już przebierały na myśl o wycieczce 🙂 Gdzieby tu jechać… granice zamknięte, a u nas wiele pięknych terenów znajduje się na pograniczu, co wiąże się z ich przekraczaniem. A przekraczanie granic w moim wypadku oznacza dość sporo 😛 Cały dzień spędzony totalnie na granicy… Granicy szeroko pojętej, od tej w głowie, gdzie w pewnym momencie pojawiło się zwątpienie, że planu nie damy rady wykonać do tej realnej polsko-czeskiej. Ale spokojnie – słupki graniczne mijaliśmy z prawidłowej strony 😛 Wpadł szybki plan na Masyw Śnieżnika. Wraz z Sudety na bajku trasę postanowiliśmy rozpocząć w Międzygórzu i ruszać na Śnieżnik. Powiedziałabym, że nawet wyjątkowo dobrze ją zaplanowaliśmy. Zazwyczaj rysujemy zarys trasy, a na miejscu układamy ją pod siebie. Tym razem był KONKRET plan 😉 Ale skoro już tam jesteśmy… postanowiliśmy zaliczyć dodatkowo Czarną Górę 🙂

jAK CZARNA GÓRA TO I BIKE PARK 🙂

A jak Czarna Góra (1205m.n.p.m.) to obowiązkowy choć jeden zjazd trasą DH… Bike park w Czarnej ruszył tydzień wcześniej, więc aktualnie nawiedzają go tłumy i więcej człowiek stoi niż jeździ. Dlatego taki dodatkowy zjazd wydawał się mocno kuszący… 😛 Zielonym szlakiem ruszyliśmy w stronę szczytu. Przez pierwsze 5 km jechaliśmy, a później kolejne 3 km przyszło nam rower wypychać, a nawet i nosić na plecach do góry 😛 Uprzedzając – wiemy o asfalcie dookoła 😛 Nie była to jednak opcja nas interesująca 😉 Coraz częściej pojawiała się pokusa zjazdu tym zielonym… ze szczytu byłoby to ponad 8 km samego zjazdu… i to jakiego! 😉 Ale staraliśmy walczyć się z pokusami z całych sił 😛 Postanowiliśmy jednak, że na pewno tam wrócimy, żeby zrobić zjazd zielonym 🙂 

Po dotarciu na szczyt Czarnej Góry skierowaliśmy się w stronę Bike Parku, przyzbroiliśmy w szczęki i ochraniacze i ruszyliśmy trasą DH Lux na dół 🙂 Po zjeździe kusiło nas, aby skorzystać z dobrodziejstwa wyciągu i nim wjechać ponownie na górę – niestety kolejka rowerzystów czekających na wyciąg skutecznie nas do tego zniechęciła. Wszyscy spragnieni rowerowania tłumnie ruszyli do bike parków 😛 No więc cóż… my grzecznie ruszyliśmy podjazdówką do góry. Prowadziła nas tam trasa oznaczona jako E-BIKE hmmm, zupełnie nie wiem dlaczego 😛

chwila zwątpienia...

…Na tym podjeździe pojawiło się zwątpienie (najgorsze co może być podczas ciężkiej wycieczki, to zwątpić i zacząć myśleć, że to jest nierealne…). Mimo tych wszystkich złych myśli, ciągnęliśmy do góry w wyznaczonym kierunku. Po dotarciu na Żmijowiec (1153 m.n.p.m.) udało mi się odgonić myśl, że może jednak nie zrealizujemy całej zaplanowanej trasy…? Postanowiliśmy trzymać się planu! Co najwyżej zastanawialiśmy się czy wypychać się na szczyt Śnieżnika (1425 m.n.p.m.)… ale tu chyba nie muszę mówić jak to się skończyło? 😛 oczywiście, że wizja pięknego, technicznego zjazdu ze Śnieżnika wygrała i wepchnęliśmy się na sam szczyt 😛 Tak więc po dotarciu do schroniska pod Śnieżnikiem ruszyliśmy na górę. Po drodze przepiękne widoki i w końcu Trójmorski Wierch– który cały czas się do nas uśmiechał – znacznie się przybliżył. Gdy patrzyliśmy na niego ze szczytu Czarnej Góry – był niewiarygodnie daleko… Na szczycie znowu zbrojenie i ciśniemy w dół 😀

Zjazd ze Śnieżnika – mega! Naprawdę warty tego wypychu 😉 Tak więc znowu, drugi raz tego dnia znaleźliśmy się przy schronisku pod Śnieżnikiem, a stamtąd ruszyliśmy już w kierunku Małego Śnieżnika (1337 m.n.p.m.) 😉  Tu czekał nas znowu wypych – ale stosunkowo krótki, biorąc pod uwagę zjazd który czekał nas po drugiej stronie szczytu! Mały Śnieżnik spowodował u nas nagły powrót sił. Kamienisto – korzenisty techniczny zjazd idący cały czas  mocno w dół – chyba najlepsza część tego dnia. Każdy ze zjazdów na tej trasie był gruby, każdy wymagający, ale ten przyniósł nam najwięcej radochy 😉 Pochłonięci jazdą, zatrzymaliśmy się już na samym dole na Przełęczy Puchacza (864 m.n.p.m.), tak więc nie udokumentowaliśmy tego zjazdu…  Musicie uwierzyć mi na słowo, że jest po prostu świetny 😉 I zdecydowanie NIE polecam go osobom, które czują się na zjazdach niepewnie.

Śnieżnik

endurofinowy zastrzyk energii 😉

Po kopie jakiego dostaliśmy dzięki temu zjazdowi wdrapaliśmy się na Trójmorski Wierch (1145m.n.p.m.) dość sprawnie 😉 W końcu miałam okazję zobaczyć te przepiękne widoki… Poprzednim razem jak byliśmy na Trójmorskim padał zmarznięty deszcz, wyżej śnieg, a mgła pozwala widzieć nam co najwyżej kawałek drogi którą się poruszaliśmy. Tak więc widoki wtedy były dostępne tylko oczyma wyobraźni 😛 Teraz w końcu mogliśmy podziwiać je bez żadnych przeszkód.

Zjazd z Trójmorskiego to ostatnia już tego dnia taka wisienka na torcie 😉 Początkowo jest mocno kamienisty, później przeradza się w bardziej korzenisty, a kamienie w większości znikają. Zjazd z Trójmorskiego doprowadził nas do Jodłowa, skąd już jedną z pętli glacesnisów, A dokładnie Ostoją – ruszyliśmy w kierunku Międzygórza. Z Ostoi przerzuciliśmy się na pętlę Pod Śnieżnikiem i za jej pomocą teleportowaliśmy się do Międzygórza, gdzie czekało na nas już zniecierpliwione auto 😛

Łączni wyszło ponad 46 km i ponad 2000 m przewyższenia, a w Masyw Śnieżnika z pewnością wrócimy wiele razy! GPX do pobrania na końcu artykułu 😉

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *