KAMA ON THE BIKE – jak to się zaczęło

KamaOnTheBike jak to się zaczęło? Do tej pory zastanawiam się czy to była kwestia przypadku czy może jednak… PRZEZNACZENIE 🙂

Pamiętam jak dziś, moment, w którym zrodziła sie myśl w mojej głowie – chcę jeździć na rowerze 😀 Hmm tylko, co oznacza jeździć na rowerze? Naprawdę jest tyle różnych rowerów? Rower to nie kawał metalu z dwoma kółkami? 😛 Myślałam, że jak już wyraziłam chęć jazdy na rowerze to już każdy wie o co mi chodzi… przecież mówię (chyba w tym samym języku) CHCĘ JEŹDZIĆ NA ROWERZE 🙂

To było pod koniec maja zeszłego roku (2017), pożyczyłam wtedy rower – teraz już wiem to był hardtail 🙂  i kolega jeżdżący chyba całe swoje życie na rowerze zabrał mnie na wycieczkę, szutrówkami (Wałbrzych – gdzie się nie ruszysz jedziesz pod górę 😛 ) ale dla kogoś kto siedzi pierwszy raz na rowerze od … no właśnie czasów podstawówki było to mega przeżycie i myśl: to ja tak w ogóle potrafię? 😀

Druga wycieczka – to był już hardcore 😛 Jedziemy w stornę Chełmca, staram się udawać, że tego nie widzę, odganiam myśli, że tam właśnie jadę – kurde przecież ja siedzę DRUGI raz na rowerze – gdzie my jedziemy? Na szczęście czas nas trochę ograniczał, pomyślałam sobie, nie mamy czasu, żeby wjechac na górę i  odetchnęłam z ulgą uffff. Wtedy dojechała do nas para znajomych, którzy podążali własnie na Chełmiec. Oni we trójkę jadąc cały czas rozmawiali, a ja… a ja walczyłam o życie i toczyłam walkę z oddechem wdrapując się rowerem do góry 😛 W pewnym momencie stajemy i słyszę, dobrze to my już WRACAMY. W duszy skakałam wtedy do góry – naprawdę wysoko, ostatkiem sił 🙂

Wszystko do czasu…myślałam, że po prostu odwrócimy się i pojedziemy skąd przyjechaliśmy… ale rzeczywistość była okrutna i w ogóle nie pokrywała się z planem wytworzonym w mojej głowie 🙂 Usłyszałam: no to tu w DÓŁ. Do tej pory te słowa brzęczą w mojej głowie niczym echo… Czekaj czekaj gdzie w dół? Głos zdecydowanie zadrżał, ale pojawił się uśmiech bo myślę sobie, nabija się ze mnie. Przecież tam nie ma żadnej drogi… o k…a tam JEST droga… podeszłam tam, zajrzałam i nogi mi się ugięły. Ale mówię, nie, ściemnia, nabija się, przecież ja siedzę DRUGI raz na rowerze, gdzie ja mam jechać??? Wtedy dotarło do mnie, że to nie był żart, to cholera naprawdę nie był żart.

Myślę sobie, no dobra Kama, dasz radę, przecież on Cię musi choć trochę lubić, na pewno nie chce mieć Cie na sumieniu… kurde a jeżeli się mylę? 😛 Dobra szybka informacja, przesuń tyłek do tyłu będziesz miała zupełnie inną percepcję górki – hmmm niby proste, ale kurde jak ja ma wejść na rower TAM JEST PRZEPAŚĆ (tak wtedy myślałam) i przesunąć tyłek za siodełko hmmm? Dobra wsłuchuje się w to co do mnie mówi (dalej wierzę, że nie chce mnie zabić ), ale jest mocno z górki, kamienie, nie chce żeby rower się rozpędził w tą ‘przepaść’ – przecież ja się nawet nie potrafię przewracać – o zgrozo! Dobra, ruszam, ręka na hamulcu… jakim? Oczywiście że tylnym, przecież przedniego nie wolno nawet dotykać! W zasadzie to nie wiem, po co w ogóle go montują w tych rowerach 😛 Rower zaczyna jechać bokiem, jeszcze chwila i tylne koło będzie jechało pierwsze 😛 STOP! NIE tu się nie da zjechać, wracamy mówię 🙂 I co ja słyszę? mam używać obu hamulców, mam użyć PRZEDNIEGO hamulca? On jednak chce mnie zabić! Tego hamulca użyłam do tej pory trzy razy w życiu: pierwszy, ostatni i nigdy więcej 😛 wyleciałam wtedy przez kierownicę – na szczęście było to dawno dawno temu 🙂 Cholera on po raz kolejny mówi poważnie! Po raz kolejny myślę sobie, Kama, nie masz wyjścia, dasz radę!

I wiecie co? Zjechałam, nie zabiłam się i mimo całego stresu i paraliżującego mnie strachu sprawiło mi to ogromną przyjemność! J wtedy już wiedziałam, tak chcę jeździć na rowerze! Wiedziałam też (tak mi się wydawało) jak chce jeździć na tym rowerze – Z GÓRKI 🙂

Udostępnij

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *