Kama

Whyte Endruo MTB Series Przesieka 13 lipca 2019

Przesieka – Time HuNt nowa formuła, jak siĘ sprawdziła?

Hmm drugi start w zawodach Enduro MTB Series i wydawałoby się, że już wiem z czym to się je… ale jednak nie do końca, ponieważ organizatorzy postanowili zapobiec nudzie i wprowadzić nową formułę. A dokładnie formułę polegającą na walce z czasem tzw. Time Hunt. Co to takiego? Zawodnicy do dyspozycji mieli tylko DWA odcinki specjalne, które za pierwszym razem jechane były on sight, a później każdy mógł je powtarzać tyle razy ile miał ochotę, na ile starczyło sił no i czasu 😉 Tak czas jednak też musiał mieć swój kres. Odcinki specjalne otwarte były dla zawodników przez 6 godzin i w tym czasie każdy mógł ścigać się z czasem swoim lub dla tych bardziej ambitnych z czasem współzawodników 😉

Jak było tym razem? Myślałam, że po starcie w Rabce do kolejnych zawodów podejdę bez stresu… Hmm czy mi się to udało? 😛 No jakoś tak wyszło, że tu chyba stresowałam się bardziej… Jako, że prognozy pogody na ten dzień były mało optymistyczne… hmmm kurde MASAKRYCZNE, zaczęłam obawiać się tych mokrych kamieni i korzeni na trasie. Jazda w deszczu w takim terenie w dodatku podczas rywalizacji wywoływała we mnie cały wachlarz emocji, łącznie z myślą o zrezygnowaniu z udziału w zawodach. Ale ale, to by nie było do mnie podobne 😛 Nie lubię się poddawać bez walki 😉 Dlatego postanowiłam, że po raz kolejny trzeba przełamać swoje słabości i DOBRZE się BAWIĆ!

Pogoda okazała się dla nas dużo łaskawsza niż zapowiadano, z burz i całodniowych ulew skończyło się tylko na opadach i to z przerwami 😉

Ale dobra, nadeszła sobota, zapakowaliśmy ROWERY i ruszamy do Przesieki! Odprawa techniczna, podział na grupy i ruszamy na starty OSów.  Grupy parzyste zaczynały od OSu pierwszego, natomiast nieparzyste od OSu drugiego. To były jedyne ustalenia co do sposobu, kolejności jazdy w trakcie tych zawodów. Każdy kolejny przejazd można było zaliczać tak jak się chciało. Można było katować najpierw jeden OS i dopiero po satysfakcjonującym wyniku przenieść się na drugi, bądź jeździć w dowolnej konfiguracji oba OSy. 

Jako, że startowałam w grupie 6 zaczynałam od OSu 2 to był jedyny przejazd tego dnia, który udało mi się zaliczyć przed deszczem 😉 Co nie oznacza, że trasa była SUCHA 😛 Padało niestety już wcześniej i korzenie na trasie były idealnie zmoczone 😛 a w niektórych miejscach potworzyły się bagna błotne 😛 A tak, żeby było zabawniej 😛

Ten odcinek specjalny zaczynał się od wąskiej krętej ścianki, która budziła u mnie niepokój, skoro tak się zaczyna to co będzie dalej? Ale wiecie co? Dalej było już z GÓRKI 😛 Po przekroczeniu pikającej bramki po prostu starałam się jechać przed siebie 😉 Dobre nie? No dobra, starałam się też nie zabić. Trasa była dość śliska i na tym polegała jej główna trudność. Były korzenie, kamienie i błoto, a na koniec wskoczyliśmy w kawałek trasy z Pasma rowerowego Olbrzymy, gdzie ku mojemu zaskoczeniu czekała META. Spodziewałam się, ze OSy będą dłuższe. Uff jeden odcinek za mną 😉 Chwila oddechu i czuje na karku, że zaczyna padać deszcz. Hmm no to lecimy na kolejny OS, może uda się go przejechać jeszcze zanim popada mocniej.

To były jednak złudne nadzieje, w drodze na kolejną trasę rozpadało się solidnie i sam start również zaliczyliśmy w deszczu. Podjazd na pierwszy OS dawał troszkę  w kość, ale mając nadal w pamięci podejście na LUBOŃ – tu było lajtowo  i przede wszystkim GODZINĘ krócej 😛

Ustawiłam się w kolejkę i grzecznie czekałam, aż zacznie się odliczanie mojego startu. Hmm start na pierwszy rzut oka wydawał się prosty… i taki pewnie też by był, gdyby nie DESZCZ!. Ukryte w trawie kamienie, korzenie dodawały pikanterii temu OSowi 😉 Oj można było się zdziwić!

Photo by Enduro Lens

Co mnie zaskoczyło w nim najbardziej? Chyba to, ze NIE było żadej ŚCIANKI. Było za to dużo śliskich kamieni, trawy i korzeni. Momentami trasa leciała praktycznie po płaskim prosto, gdzie prędkość w tych warunkach mogła okazać się naprawdę groźna. Czułam się dosyć NIEPEWNIE i cały czas czekałam co wydarzy się dalej. Ale dalej była już tylko META 🙂

Na końcu tego OSu był BUFET, gdzie można było odbudować swoje siły i dorzucić do organizmu trochę kalorii 😉 AAA i schować się przed deszczem 😛

Oba OSy zaliczone i teraz decyzja co dalej? Jedziemy jeszcze raz OS 1

Biorę ROWER, kurcze spadł mi łańcuch…zakładam więc, a tu łańcuch na swoim miejscu… WTF??? O nieee, padła PRZERZUTKA! Tak po prostu akurat dzisiaj postanowiła, że się skończy :-/ Wózek od przerzutki nie napinał łańcucha hmmm prawdopodobnie padła sprężyna. DÓŁ! Ale z tym na pewno da się coś zrobić! W zamian usłyszałam tylko „podnoszący na duchu” głos kolegi „No to skończyłaś zawody na dzisiaj!” CO??? O nie nie!

Zjechałam na dół do miasteczka zawodów szukając pomocy… chłopaki z Beasite Bikes potwierdzili, że padła sprężyna i pozostaje wymiana przerzutki… no własnie, ale jak wymienić przerzutkę skoro się jej nie ma? :-/ Naprawdę nic nie da się zrobić? Dalej nie wierzyłam, że tak po prostu mam zakończyć już zawody. Okazało się, że chłopaki znają niezawodny pomysł na to, aby jednak JAKOŚ dało się skoczyć na jeszcze jeden OS 😉 Za pomocą gumki i trytytek wspomogli mój wózek przerzutki i miałam nawet ze cztery przełożenia 😉

Jupiiii, zostało mi jeszcze trochę czasu i szansa na to, że jakoś dopcham się na start pierwszego OSu. Jako, że nie posiadałam lekkich przełożeń dostanie się na start było sporym WYZWANIEM. Gdzie tylko dawałam radę cisnęłam w korby, a gdzie było już za bardzo pod górę leciałam z rowerem u boku, byle tylko się nie poddać!

I wiecie co? Udało się, dotarłam na start OSu, przejechałam go jeszcze raz i poprawiłam swój pierwszy czas;)

Ale na tym niestety już zakończyłam zmagania tego dnia 😉 Tak więc podsumowując:

1 OS przejechałam dwa razy, 2 OS tylko raz co dało mi pozycję  w samym środku stawki kobiecej 😉 Także dla mnie formuła Time Hunt skończyła się praktycznie i tak na starym dobrym ON SIGHT 😛

Udostępnij

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *