Trutnov Trails – miłość od pierwszego jeżdżenia :-)

Jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie odwiedziłam tych tras? Pisałam o tym o tu (klik), kiedy to szukając miejsca na weekend natknęłam się na opis tras Trutnov Trails, w których to wspomniano o wersjach tras dla PAŃ 😛 Tak wtedy poczułam się dotknięta  haha, że co chcieli mi tym powiedzieć, że jak BABA to od razu nie potrafi jeździć? 😛 Zastanawiałam się, co autor miał a myśli, czy wybudował tam jakieś galerie handlowe, postawił toalety , kawiarnie czy co tam jeszcze. Różne pomysły przemknęły mi wtedy przez głowę 😛 Ale wiecie co? Okazało się, że nic z tych rzeczy tam nie znalazłam. Naprawdę NIC! Tak więc niestety chodziło jednak tylko  o to, że trudniejsze miejsca można po prostu objechać bokiem – ale czemu nazywać to wersją dla Pań? Hmmm Z góry przepraszam – przejechałam wszystkie trasy wersją NIE przeznaczoną dla Pań 😛

W zeszłym roku obiecałam sobie, że na pewno pojadę sprawdzić te trasy i tak też zrobiłam 😉 Od zimy z niecierpliwością czekałam, aż ścieżki zostaną otwarte i będę mogła przekonać się sama, co w lesie piszczy 🙂 Jako, że w między czasie słyszałam całą masę POZYTYWNYCH  wypowiedzi na temat tych tras, nie mogłam się już doczekać, żeby tam w końcu pojechać. Doczekałam się i wiecie co? Było WARTO! Zakochałam się w tych trasach od PIERWSZEGO jeżdżenia! Naprawdę. Banan z twarzy nie schodził nawet na podjazdówce Panský stoupák, która poszła na pierwszy strzał. Fajna, miejscami techniczna ścieżka prowadząca na szczyt – no właśnie  i to było to MIŁE zaskoczenie, bo podjazdówka niedość, że była ciekawa i różnorodna to jeszcze NIE była długa! Powaga, sama byłam zaskoczona, że już jesteśmy na szczycie 🙂 Sama podjazdówka to zaledwie 3.5 km  🙂

Pierwszy podjazd zajął nam TROCHĘ czasu 😉 Jako, że byliśmy tam po raz pierwszy wszystko nas zachwycało. Dosłownie co kawałek zatrzymywaliśmy się, żeby zrobić zdjęcia. W pewnym momencie już zaczęliśmy się zastanawiać czy w ogóle dotrzemy na górę 😛 

Ale udało się, dotarliśmy. Chwila oddechu, zapoznanie z mapką i szybka (naprawdę sprawnie to poszło 😛 ) decyzja co do wyboru trasy na pierwszy zjazd 🙂 Na pierwszy ogień wybraliśmy traskę czerwoną Modřínový Trail. Długość tej trasy mniej więcej pokrywała się z długością podjazdu.  Trasa zwłaszcza w początkowej fazie znowu mocno pochłonęła nas pod względem pięknych widoków no i ZDJĘĆ 🙂 Modřínový Trail jest fajnym wstępem do pozostałych tras czarnych i drugiej czerwonej. Jest ona z nich wszystkich najłagodniejsza. W górnej części w większości miękka traska z korzeniami i nielicznymi kamieniami. Wszystkie trudniejsze przeszkody faktycznie można ominąć , co jest dobrą informacja dla mniej wprawionych rowerzystów – spokojnie każdy sobie tam poradzi 🙂 A jak ktoś chce bardziej poszaleć i podnieść trochę adrenalinę też bez problemu znajdzie trudniejsze elementy z dużych kamieni 🙂 Druga część Modřínovego jest już troszkę bardziej kamienista, a zarazem przepiękna pod względem widoków. Pogoda, która nam towarzyszyła w trakcie naszego wyjazdu dodatkowo potęgowała doznania i zachwyt otaczającym nas miejscem.

Trasa swój koniec ma tuż przy początkach podjazdówki, od której zaczynaliśmy. Dlatego tym razem droga na górę zajęła nam już stosunkowo niewiele w porównaniu z pierwszym razem 😛 

Na drugi rzut wybieramy trasę czarną Boulder Trail. Żeby dotrzeć do tej trasy początkowo ruszamy znaną nam już trasą czerwoną, z której  mniej więcej w połowie odbija nasza docelowa czarna ścieżka. To był moment, w którym już była pewna, że własnie się ZAKOCHAŁAM 😛 Można? Można! Ostatnie pół roku zmieniło w mojej głowie naprawdę dużo. Coraz częściej zamiast przerażenia na twarzy jest po prostu pełnia szczęścia. Tego dnia nawet w tych najtrudniejszych momentach banan z twarzy nie schodził. I co kawałek pojawiająca się myśl: Ja to naprawdę zjeżdżam? 😛 EUFORIA i zachwyt jednocześnie. Ilość endorfin które udało złapać mi się tego dnia nie do zliczenia 😛 Boulder Trail – chyba moja ulubiona trasa, choć sama w sobie niezbyt długa. Na trasie całe mnóstwo ścianek z kamieni i skał. Tu już zdecydowanie potrzebne są większe umiejętności niż na Modřínový Trail. Trudne, techniczne sekcje prowadzące przez głazy, kamienne ścianki. Dla mnie bardzo satysfakcjonująca trasa. Zjazd nią dał mi mega satysfakcje i RADOŚĆ, że to wszystko przejechałam i to bez chwili zastanowienia 😉

Ta traska skończyła się już w nieco innym miejscu. A mianowicie na drodze szutrowej, która prowadziła już na sam szczyt, ale nie ukrywam, że ten podjazd był naprawdę hardkorowy. Tak naprawdę wszystkich których tam spotykaliśmy prowadzili swoje rowery na górę ;-P Za pierwszym razem próbowaliśmy podjechać ile się dało, ale następnym razem już nawet się nie oszukiwaliśmy. Od razu zeszliśmy z rowerów i dzielnie prowadziliśmy je na górę. Oczywiście nie obyło się bez myśli typu, kurde przydałby się tu orczyk, który wciągnąłby nas na górę, albo chociaż jakiś tarpan 😛

Tu zbawienne okazały się piękne widoki i mega krajobraz, który zachęcał do…robienia kolejnych FOT. Edit pomysłów na zdjęcia ma tysiące, wyciągała je jak karty z rękawa. Patrzcie jaki piękny widok. No i patrzymy… na piękny prześwit między drzewami…jak KAŻDY 😛 Nie tam! Zostaliśmy przywołani do porządku – takie zdjęcia mają WSZYSCY! 😛 To my mamy inne 😉 Pamiętajcie patrzcie w przeciwną stronę niż WSZYSCY inni 😛 

W końcu dotarliśmy na górę. Jako, że nasze żołądki troszkę upominały się o jedzenie, wybór trasy był dość prosty. Czerwony w stronę knajpy 🙂 Perníkový Trail. BARDZO fajna traska. Zaczyna się razem z czarną Trail Pod Jeskyňkou  i po pierwszym dość fajnym kawałku odbija na prawo. Na trasie można było poczuć fajny flow, chociaż przerywany mocnymi elementami. Momentami wywołujący szybsze bicie serca i… nawet niecenzuralne słowa haha Tak tu pojawił się moment, gdy nie pozostało nic innego jak PUŚCIĆ wiązankę niecenzuralnych słów no i HEBLE – puścić oczywiście 😛 Wjeżdżając na przeszkody nie widzisz co jest na ich końcu, a na końcu może być wszystko 😉

Po tej  trasie postanowiliśmy sprawdzić czeskie jedzenie, a następnie wciągnąć się znowu szutrówkowym WYPYCHEM na górę 🙂

W planach był ostatni czarny szlak Trail Pod Jeskyňkou. Zaczęliśmy go, ale po pierwszej części trasy okazało się, że Edzia po czeskim jedzeniu opadła z sił… szybka zmiana planów i powtórka pierwszego szlaku: czerwonego Modřínový Trail. Szybkie odstawienie endurowej kumpeli do auta i powrót na pozostały nam czarny szlak Trail Pod Jeskyňkou. Bodzio tyle o nim opowiadał, że nie mogliśmy go sobie odpuścić. Czulibyśmy wtedy zbyt duży NIEDOSYT 😛 Trasa zdecydowanie najtrudniejsza, najbardziej wymagająca ze wszystkich. Ale satysfakcja po przejechaniu OGROMNA! Zmęczenie również! Szczerze do auta dotarłam już całkiem bez sił 🙂

Wyjazd długo wyczekiwany i MEGA pozytywny. Jeden z najlepszych wypadów rowerowych 🙂 Świetne miejsce dla szaleńców rowerowych 🙂

Mapkę ścieżek znajdziecie TU

Pobieranie
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *