Niedzielna wycieczka :-)

Weekend, piękna pogoda więc warto skorzystać i wyrwać się z domu. Jako, że dopiero co kupiliśmy rowery, wybór był prosty – jedziemy na niedzielną rodzinną wycieczkę 🙂 Pożyczyliśmy przyczepkę dla dzieci i hurra możemy wybrać się na cały dzień na świetną wycieczkę. Dzieci przeszczęśliwe, że zrobimy ognisko i będzie PIKNIK, a my że możemy pojeździć rowerami 🙂 Wszystko zorganizowane, więc ruszamy. Niestety żadne z nas nie znało wtedy ścieżek rowerowych i nie wiedzieliśmy która dokąd prowadzi. Postanowiliśmy jechać szutrówkami, na których bez problemu będzie mogła przejechać przyczepka, w której jechały dzieci. Początkowo wszystko było OK. Mniej więcej wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać, pozostawał tylko mały problem – jak tam dojechać 🙂 Nie muszę dodawać, że okazało się że wiedzieliśmy MNIEJ niż więcej? 😛

Oczywiście, żeby nie było za NUDNO, okazało się, że nie trafiliśmy na ścieżkę, na którą chcieliśmy dotrzeć 😛 Poważnie? Hehe jakoś mnie to nie zdziwiło, ale pierwszy błąd w wyborze prawidłowej drogi pociągał za sobą już tylko kolejne 😛 Do lasu prowadziła nas szutrówka – czyli wydawało nam się, ze wszystko idzie zgodnie z planem. Tomek szybko zerknął na mapę i stwierdził, że dobrze jedziemy 🙂 Jak dobrze, że miał w telefonie MAPĘ 😛 Gdybym wtedy wiedziała, jak ta mapa wspaniale ma zaznaczone (rozróżnione) ścieżki to wywaliłabym ją z telefonu 🙂 Jechaliśmy więc dalej. Dzieci zachwycone, że jadą w przyczepce za taty rowerem, a my, że PODOBNO dobrze jedziemy 😉 Oho ale chyba coś poszło nie tak. Droga z szutrówki nagle zaczęła się zwężać do ścieżki w lesie, a ta robiła się coraz bardziej kręta i wyboista. Tomek znowu zajrzał na mapkę, na której zaznaczony szlak miał doprowadzić nas do naszego CELU 🙂 Zatem jedziemy.

Mówiłam już, że teraz wyrzuciłabym tą mapę? 😛

W pewnym momencie dojechaliśmy do miejsca, które zaczęłam poznawać… o CHOLERA! Nas tu nie powinno być! Jechałam tą trasę i wiedziałam, że czeka nas odcinek, którego nie powinniśmy pokonywać z PRZYCZEPKĄ. Niestety tam nie było już odwrotu, bo nie dalibyśmy rady z przyczepką wrócić. Tomek musiał jechać bardzo powolutku, bo ścieżka była mocno z górki, kamienista i z korzeniami. Ja pojechałam PRZODEM szybciej. Stwierdziłam, że wykorzystam okazję i będę miała trochę FANU ze zjazdu 🙂 Fanu??? No to poziom fanu mnie chyba przerósł 😛 Było super, rozpędziłam się i fajnie mi się zjeżdżało. Tak dobrze, że napisałam ZJEŻDŻAŁO w czasie przeszłym 😛 W pewnym momencie na KAMIENIU koło mi się zblokowało i wykonałam przepiękny długi LOT przez kierownicę 😛 AŁŁŁAAAA!!! To był czas kiedy jeździłam w SPD… Tak, niestety nie przyszło mi w tym szoku nawet do głowy, żeby wypiąć nogi więc zaciągnęłam rower na siebie. Nie dość, że z dużą prędkością wyleciałam z roweru to jeszcze ROWER poleciał za mną i dostałam nim w głowę 😛 Mówiłam już AŁŁŁAAAAA?

Wtedy myślałam, że już się nie podniosę… poważnie. Gdyby nie KASK byłoby niewesoło! Tak, pamiętajcie NIE wsiadamy na rower bez kasku – nawet jeżeli jest to LAJTOWA wycieczka z dziećmi!!!

Tak więc jak się pewnie domyślacie nasza lajtowa, niedzielna wycieczka nie była już taka lajtowa 😛

Moment, w którym już wiedziałam, że przelecę przez kierownicę był straszny i trwał chyba WIECZNOŚĆ. Po tym jak wylądowałam i rower uderzył już w moją głowę zastanawiałam się czy w ogóle się podniosę… Byłam przekonana, że ręka nie jest cała, uderzyłam nią z całym impetem w spore kamienie. Mówiłam już, że lubię rozmawiać sama ze sobą? 😛 Ja pierdzielę, zepsułam dzieciom całą wycieczkę… 😛 Postanowiłam, że spróbuję się podnieść… było ciężko. Głowa, ręka i noga strasznie mnie bolały. W dodatku rękę miałam całą zakrwawioną. Poważnie??? To niemożliwe, to nie dzieje się naprawdę!

Licznik

Gdy już siedziałam, po jakimś czasie dojechała reszta ekipy. Tomek podszedł do mnie żeby zobaczyć co się stało, a ja jedyne co z siebie wtedy wydukałam to ‘zobacz czy ROWER jest CAŁY!’ 😛

Ręka bolała okropnie, okazało się że kamień zrobił mi w niej niezłą dziurę i cała spuchła. Noga zbita, biodro zdarte… i jak my niby teraz mamy dotrzeć do domu? Do DOMU??? Przecież miało być OGNISKO! Tak ja ledwo żyłam, nie wiedziałam co z ręką, a moje dziecko powiedziało, że nie jedzie do żadnego domu tylko na OGNISKO! Tomek próbował tłumaczyć, że musimy wracać, że mamusie wszystko boli… ale przecież miało być ognisko! Wiecie, że byłam już tak zdesperowana, że powiedziałam, że zrobimy to CHOLERNE ognisko? 😛

Teraz pozostało nam się tylko dostać do miejsca, w którym to ognisko można zrobić…HMMM nic trudnego, przecież byliśmy już niedaleko szutrówki – tak mówiła MAPA 🙂 Na mapie zapomnieli tylko zaktualizować informację, że most który kiedyś był już dawno się zawalił i pozostaje jedynie przejście po skałach do rzeki i przez rzekę na drugą stronę 😛 Haha Poważnie? Przecież ja z uszkodzoną ręką… ale to nie był największy problem, nie nie 😛 Większym problemem było to, że mieliśmy przyczepkę i DZIECI! O zgrozo, że niby jak my to mamy zrobić???

Tomek dzielnie poprzenosił rowery i przyczepkę na druga stronę, potem poprzenosił dzieci, no i jeszcze ja… KURDE jak to wszystko bolało 😛 Udało się cudem, znaleźliśmy się w końcu tam gdzie od początku mieliśmy być 🙂 Ja ledwo trzymam kierownicę, prawą ręką nie byłam w stanie trzymać… a hamulce? Został mi tylko przedni…Do domu jakieś 7 km a ja nie jestem w stanie trzymać kierownicy… AAAA i jeszcze OGNISKO!!! Całe szczęście nie było przy głównym szlaku żadnego LEGALNEGO miejsca na ognisko i pojechaliśmy prosto do domu. Wtedy już wiedziałam, że gdybyśmy zrobili przerwę nie miałabym już szans w tym stanie dotrzeć na rowerze do domu 😛 Noc była straszna, ból nie pozwolił mi spać.

Także, niedzielna wycieczka z rodziną okazała się dość niebezpieczna 😛 Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a dzieci wybaczyły brak ogniska 🙂 UFFF

To był moment, w którym poczułam, że czas zakupić OCHRANIACZE 🙂 Tak tak na RODZINNEJ wycieczce i tak bym ich nie miała… ale na wszystkie inne już tak. Od tego czasu ochraniacze są nieodzowną częścią mojego stroju rowerowego 🙂

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *