Kama

Masyw Śnieżnika

Co robić w niedziele przed urlopem? No jak to co IŚĆ na ROWER 😛

Jak może część z Was pamięta zeszły rok nie był dla nas najszczęśliwszy pod kątem urlopów… Trzy zaplanowane urlopy i wszystkie odwołane ze względu na kontuzje Tomka, a na koniec moją skręconą nogę. Wszystko na dzień/dwa przed wyjazdem :-/ Nawet nie wiecie jak stresujące było dla mnie zaplanowanie tego urlopu 😛 W głowie od razu tysiące myśli co tym razem… Ale postanowiłam się nie poddawać i po raz trzeci zaplanować wyjazd do wymarzonych bikeparkow w Alpach 🙂

Na dwa tygodnie przed wyjazdem postanowiliśmy ograniczyć RYZYKO do minimum. Hmmm poważnie? Poważnie! Wiem, sama jestem najlepszym przykładem, że można uziemić się na trzy miesiące po prostu idąc… ale mimo to postanowiliśmy ograniczyć nasze wyjazdy rowerowe do wycieczek KRAJOZNAWCZYCH 😛

Grzecznie w tym czasie objechaliśmy sporą część Gór Wałbrzyskich i Suchych, w końcu był czas na objechanie TRAS, na które zazwyczaj szkoda i było czasu, bo wolałam lecieć na jakieś fajne zjazdy 😛 Przez te dwa tygodnie na konto wpadło sporo kilometrów niekoniecznie w DÓŁ 😉 Mimo, że nadal najwięcej FRAJDY dają mi fajne, techniczne zjazdy, to wszystkie te wycieczki krajoznawcze były naprawdę MEGA 🙂 Dały dużo frajdy i mimo zmęczenia fizycznego naładowały ogromną ENERGIĄ 🙂 Te wszystkie widoki są po prostu nie do opisania. To trzeba ZOBACZYĆ!

Za każdym razem czułam, że mogłabym tam siedzieć godzinami i gapić się po prostu przed siebie, widoki za miliony dolarów. I wiecie co jest najlepsze? One są całkowicie za darmo! 🙂

Wracając do niedzieli Michał miał dość trudne zadanie, zaplanować wycieczkę TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZĄ, bez tego co lubimy najbardziej, BEZ fajnych zjazdów podnoszących poziom adrenaliny 😛 Ale jak zawsze stanął na wysokości zadania i cyk trasa gotowa, ‘Jedziemy na Śnieżnik!’ Juppiii mamy ekstra trasę, nic tylko pakować rower i lecimy! 🙂

Nie dopytywałam o szczegóły, wiedziałam, że trasa na pewno będzie mega, pod tym względem mam pełne zaufanie, bo kto jak kto, ale Sudety na bajku wie co robi planując trasę 🙂

Niedziela, skoro świt zapakowaliśmy rowery i ruszyliśmy do Jodłowa na miejsce startu. Okazało się, że tam też jest start pętli Ostoja nowych singli Glacensis. Od początku wzbudziła nasze zainteresowanie, bo jak to być tak blisko i nie sprawdzić co się za tą bramką kryje 😛 Ale pozostawiliśmy ją i ruszyliśmy zgodnie z planem kierunek Śnieżnik. Jakby ktoś pytał, to przez pętlę Ostoja do Śnieżnika było jakieś 8 km, a my aby do niego dotrzeć zrobiliśmy zaledwie 44 km 😛 HAHAHA bywa i tak 😛 Ale było to całkowicie świadome posunięcie 🙂

Tak więc ruszyliśmy z Jodłowa czerwonym szlakiem w kierunku granicy Horni Morava, dalej rowerowym szlakiem dotarliśmy do Dolni Moravy. Hmmm i tu po raz pierwszy odezwała się POKUSA tego dnia. Dolni Morava wywołuje we mnie ogrom pozytywnych emocji. To był pierwszy bikepark, w jakim byłam zaczynając swoją PRZYGODĘ  z rowerem. Wtedy można jeszcze było moje wyjścia na rower policzyć na palcach JEDNEJ dłoni, także pod tym kątem patrząc było dość hardkorowo! Ale to tam własnie uświadomiłam sobie, że zjazdy to jest to co kocham, to co CHCE robić 🙂 Tego dnia poczułam, że mogę, że się da i że trzeba walczyć ze swoimi słabościami aby iść dalej 😉

Tak też było, po powrocie z Dolni Moravy kupiłam nowy rower, zamieniłam nowiutkiego sztywniaka na fulla 😛

Także mając w pamięci, że miała to być wycieczka krajoznawcza, z DELIKATNYM żalem ruszyliśmy dalej, omijając wyciąg na górę 😛 Niebieskim szlakiem ruszyliśmy w kierunku góry Uhlisko. W pewnym momencie zegarek zawibrował i pokazała się informacja, że zboczyliśmy z trasy 😛 Hmmm, ale żadne z nas nie zobaczyło drogi, którą niby mieliśmy jechać… Szybkie spojrzenie na mapy i decyzja dobra jedziemy dalej, te drogi i tak muszą się przeciąć 😛 Hmmm no przecięły się jakieś 15 km później 😛 Wspinaliśmy się na górę, a trasa robiła się coraz bardziej widokowa. Po kilku kilometrach dotarliśmy do miejsca, w którym można się zakochać i mieć pokusę, by zostać tam na zawsze! Te widoki są nie do opisania, to po prostu trzeba zobaczyć! 

Apropos zobaczyć 😛 wtedy też zobaczyliśmy, że trasa, którą mieliśmy jechać jest dokładnie po drugiej stronie zbocza! 😛 HAHA poważnie? Ale pamiętacie co mówił Michał? Hahaha tak te drogi w końcu muszą się PRZECIĄĆ! 😛 

Chwila na złapanie tych wszystkich pięknych widoków, oddechu i lecimy dalej. Hmmmm lecimy haha przydałoby się, tam czekał nasz KRÓCIUTKI wypych 😛 Przez trawy i krzaczory, ale była nadzieja, że doprowadzi nas tam gdzie chcemy 🙂 I doprowadził! W pewnym momencie zegarek znowu zawibrował i pokazał się komunikat „Jesteś znowu na trasie!” 😛 ołłłl jeee 😛

Jak już wydostaliśmy się z tego wypychu na trasę, postanowiliśmy pojechać w druga stronę i nadrobić te wszystkie widoki z drugiej strony, tak jak… miało być według wstępnego planu… 😛

Popatrzyli, popatrzyli i czas był znowu wrócić na trasę, w odpowiednim kierunku 😉 Co śmieszniejsze w całkowicie odwrotnym kierunku niż nasz cel – ŚNIEŻNIK ;-P Czerwonym szlakiem dotarliśmy do Ścieżki w Chmurach. Tu po raz kolejny OGROMNA pokusa, żeby zjechać na dół trasami zjazdowymi i wrócić na górę wyciągiem. Podjechaliśmy nawet na start trasy, ale cały czas gdzieś tam z tyłu głowy miałam PAMIĘTAJ TO MA BYĆ WYCIECZKA KRAJOZNAWCZA! 😛 hahaha tak ryzyko miało być ograniczone do minimum! Z pewnością własnie dlatego spakowalismy do plecaków komplet ochraniaczy i szczęki do kasków 😛 Oj tam oj tam, taki mały szczegół gdyby czasm pokusa okazała sie zbyt silna 😛

Ale nie DZIELNIE wróciliśmy na trasę zgodnie z planem 😉 Objechaliśmy Masyw Śnieżnika teraz z drugiej strony. To był chyba pierwszy raz gdy na widok zjazdów marudziliśmy… 😉 To chyba przez świadomość, że Śnieżnika nie obniżymy i skoro teraz zjeżdżamy to zaraz znowu będzie ostro pod górę. I tak też było! Po drodze wiele razy z górki i znowu pod górkę i z górki i znowu… hmmm no oczywiście, że pod górkę! 😛

Ale ale  z tej strony masywu zaobserwowaliśmy dziwne zjawisko… ;-P  Hmmm coś jakby czeski wyciąg! Haha

Ale co autor miał na myśli? Hmmm punkt widokowy? No chyba nie, bo ławeczka była tyłem do jakichkolwiek widoków 😛 Także ten „przejechaliśmy” się tym wyciągiem, pośmialiśmy i ruszyliśmy dalej 🙂

Z tej strony masywu spora część tras to utwardzone ścieżki. Czesi chyba uwielbiają asfaltować lasy w górach :/ Ale ostatnie 4 km przed Śnieżnikiem to już przewaga dużej ilości kamieni, korzeni no i wypychu 😉 Tu słońce i upał wydawał się już być naprawdę męczący. Ale w końcu po 44 km dotarliśmy na szczyt Śnieżnika 1426 m.n.p.m. 

Na górze szybki odpoczynek i ruszamy dalej. Tym razem dla odmiany będzie troszkę z górki 😉 Czerwonym szlakiem ruszamy  w dół w stronę Schroniska pod Śnieżnikiem. Tak to był zdecydowanie koniec wycieczki krajoznawczo – turystycznej 😛 Tu moje założenia wzięły w łeb… Tu zaczęło się prawdziwe ENDURO 🙂

Mega zjazd, całe morze kamieni, głazów i korzeni, TAK to było to! Taka wisienka na torcie w końcowej części naszej pięknej wycieczki. W końcu po 44 km mogliśmy założyć ochraniacze, przypiąć szczęki i ruszyć przed siebie 🙂

Czerwony szlak doprowadził nas do Międzygórza, gdzie wskoczyliśmy na Single Glacensis. Pętlą pod Śnieżnikiem dotarliśmy do Pętli Ostoja. Tak, dokładnie do drugiego końca pętli przy której stało nasze auto 😉 Tak więc na zakończenie tego dnia Pętla Ostoja. Tam już z siłami na wyczerpaniu kierowaliśmy się do Jodłowa. Co myślę o tej pętli? Zdecydowanie zjazdów tam nie znajdziemy. Trasa jest z przewagą płaskiego terenu z dużą ilością podjazdów. Kilka momentów, na których można było znaleźć fajny FLOW, ale szybko kończył się przechodząc znowu w podjazdy… Trasa w większości utwardzona żwirkiem, wyrównana z niewielką ilością drobnych rolek i małych stolików. Końcowa część wiedzie już bardziej surowym leśnym trawersem. Z pewnością zyskuje pod kątem pięknej scenerii  😉 Nasze końcowe przemyślenia były idealnie zgodne – świetna trasa, żeby przyjechać tu z dzieciakami 😉

Tak więc z BANANEM na twarzy, bolącym tyłkiem dotarliśmy do auta 🙂 Licznik wybił 60 km i 2403 m przewyższenia. To był zdecydowanie mój rekord zarówno pod względem kilometrów jak i przewyższeń pokonanych o własnych siłach. Był CZAD! Trasa przepiękna, naprawdę warta polecenia, więc polecam 😛

Pobieranie
Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *