Daglezjowy Start

Enduro Trails – Kozia Góra

Po dniu lotów przyszedł czas zmierzyć się z trasami na Koziej Górze. Plan co prawda był troszkę inny, gdyż planowaliśmy w górę korzystać z gondoli na Szyndzielni, żeby nie zostawiać sił na podjazdówce i zaliczyć jak największą ilość tras. Niestety okazało się, że w czasie kiedy byliśmy w Bielsku trasy prowadzące z Szyndzielni były jeszcze zamknięte 🙁 Ufff całe szczęście, że dzień wcześniej ODPOCZYWALIŚMY na rowerze, bo przecież jazda z górki nie męczy 😛 No, tak więc pełni sił i dobrze wypoczęci ruszyliśmy na Kozią Górę 🙂 Szczerze mając w perspektywie tylko podjazdy i czując mega zmęczenie po poprzednim dniu, miałam już pomysł zostać kolejny dzień na Górze Żar 😛 Nieodparta ciekawość poznania NOWYCH tras zwyciężyła i mimo poczucia braku SIŁ ruszyliśmy na ENDURO TRAILS 🙂

Darmowy parking przy trasach był pierwszym z miłych ZASKOCZEŃ tego dnia. Później było ich tylko więcej 🙂 Ruszyliśmy na podjazdówkę zwaną szlakiem DAGLEZJOWYM.

Dzielnie wdrapywaliśmy się na szczyt Koziej Góry. Mimo, że nie lubię podjazdówek (tak tak wolę, jak na górę wciąga mnie wyciąg 😛 ) to i tak BARDZO je LUBIĘ 😛 I jak tu zrozumieć pokrętną logikę kobiet 😛 Uwielbiam jak podjeżdżając do góry COŚ się dzieje, nie chodzi mi tu wcale o dziwne zdarzenia haha, a o różnorodność podjazdu. Tu właśnie tak było! Daglezjowy nie dawał się nudzić 🙂 Był bardzo zróżnicowany zarówno pod względem technicznym, nawierzchniowym jak i widokowym. Były momenty, w których miałam ochotę zostać na dłużej i wcale nie chodzi mi o to, że nie miałam już siły jechać dalej 😛 Poważnie 🙂 Pogoda plus przepiękne miejsce aż WOŁAŁY, żeby chociaż na chwilkę złapać oddech mimo iż widoki ten DECH zapierały 🙂

Na podjazdówce można było znaleźć wszystko, zaczynając od nietrudnej wygładzonej ścieżki po bardzo kręte, kamieniste podjazdy. Pojawiały się również fajne, techniczne elementy z kamieni, kładki, pompki, stoliki itp. W niektórych miejscach na podjazdówce można było zaliczyć nawet całkiem przyjemne ZJAZDY 😉

Nie ukrywam, że dodawało to energii gdy człowiek taki zmachany docierał do miejsca, gdzie choć przez chwilę można coś zjechać zamiast drałować cały czas pod górę 🙂  Dla tych, którzy mają ochotę SKRÓCIĆ sobie trasę jadąc podjazdówką w kilku miejscach przygotowano „DROGĘ na SKRÓTY” HAHA no i tu można się PRZEJECHAĆ 😛 Jak to zazwyczaj bywa, droga na skróty wcale nie oznacza, że będzie SZYBCIEJ czy ŁATWEJ 😛 Tak tez było w tym przypadku. Kilka zawijasów można było ominąć, lecąc na wprost po ułożonej trasie z KAMIENI 🙂 W druga stronę wyglądało to na całkiem przyjemny zjazd 😛 Zjazd to jednak nie był! Należało włożyć w to sporo energii i przy okazji balansu na rowerze, żeby tym skrótem pocisnąć 😉 Zastanawia mnie tylko dlaczego, wszyscy te skróty omijali? 😛 Ja pojechałam nimi tylko RAZ – przy kolejnych podjazdach nie znalazłam już siły, aby skrócić sobie trasę 😉 Pojechałam, sprawdziłam było fajnie, ale po co to powtarzać haha A tak poważnie, to miałam pomysł przy kolejnym podjeździe znów nimi przejechać, ale nogi odmawiały posłuszeństwa i wciągały mnie grzecznie dookoła 🙂

Końcówka podjazdówki przechodzi w drogę szutrową, łącząc się z pieszym szlakiem. Tam możemy liczyć na przepiękne widoki 🙂

Jako, że nie wiedzieliśmy na ile podjazdów starczy nam sił, na pierwszy rzut poszedł STARY ZIELONY.  Trasa oznaczona jako czerwona,  niezbyt długa, gdyż ma nieco ponad dwa kilometry. Start zaczyna się przy schronisku, nieco niżej KAMIENIOŁOMU i CYGANA.  Trasa zaczyna się od zjazdu z poukładanych równiutkich kamieni, co wcale nie oznacza, że reszta trasy jest równie POUKŁADANA 😛 Oj, zdecydowanie nie 🙂 Trasa dość mocno kamienista, niezbyt szeroka i na pewno nie jest to jedna z tych PIĘKNIE wygładzonych, WYRÓWNANYCH łopatą TRAS 🙂 Jest ona mocno surowa, naturalna… tak jak ją piesi kiedyś wydeptali, a aktualnie rowerzyści wyjeżdżają taka jest 🙂 To wszystko nadaje jej niepowtarzalnego charakteru. Spodziewać można się tam naprawdę wszystkiego 🙂 Ale spokojnie, trasy są BARDZO dobrze oznaczone. Wszelkie trudności i większe przeszkody na trasie poprzedzają tabliczki informacyjne, dzięki czemu nawet nie znając trasy można po prostu LECIEĆ i dobrze się bawić 🙂 Na tej trasie pojawił się też odcinek z trawersem prowadzącym przez ogrom korzeni 🙂 Tam trzeba było zaufać i po prostu z prędkością pokonać sekcje z korzeniami. W przeciwnym razie korzenie zatrzymałyby rower 🙂 Na trasie można było zaliczyć też kilka niewielkich, ale bardzo przyjemnych dropów 🙂

Po zjeździe przyszła kolej na… oczywiście PODJAZDÓWKĘ 🙂

Wtedy nasz wybór padł na TWISTERA. Mimo, iż początkowo mieliśmy go całkiem pominąć na rzecz spróbowania trudniejszych tras, postanowiliśmy dać się pochłonąć przez FLOW jaki można było odnaleźć na tej trasie 🙂 Jeżeli ktoś jeszcze nie odnalazł tego słynnego FLOW 😛 tam z pewnością go nie zabraknie. Świetna trasa z mnóstwem ilości fajnie wyprofilowanych band, niewielkich stolików, muld i ku mojemu zaskoczeniu (gdyż nie odczytałam tego przed startem 😛 ) dość długa! Twister liczy sobie ponad cztery kilometry mega zabawy 🙂 Radość z jaką pokonywałam każdy kolejny zakręt, każdy kolejny stolik można porównać jedynie z taką czystą, prawdziwą dziecięcą radością 🙂 Już po pierwszym odcinku tej trasy wiedziałam, że BARDZO żałowałabym, gdybym nią nie pojechała 🙂 Trasa bez dwóch zdań warta 40-sto minutowego wdrapywania się pod górę 🙂

Kolejny podjazd i tym razem decyzja padła na KAMIENIOŁOM 🙂 To już był ten moment, w którym wiedzieliśmy, że kolejnej podjazdówki nie podjedziemy, nie tylko ze względu na brak sił, ale i na brak czasu, gdyż czekał nas jeszcze kawał drogi do domu. 

Kamieniołom, to trasa oznaczona jako czarna, trudna technicznie z dużą ilością kamieni, głazów, korzeni  i momentami stromych odcinków.  Trasa podobnie jak Stray Zielony dość surowa, niczym nie przypominająca pięknie wyrównanego Twistera 🙂 Zaczyna się razem z czerwoną trasą CYGAN. On tez stał się naszą wisienką na torcie tego dnia. Jako, że Kamieniołom zjeżdża troszkę w bok od pozostałych tras, po zjechaniu tej trasy postanowiliśmy podciągnąć się trochę pod CYGANA i wbić się w niego w środkowej jego części 🙂 Obie trasy fajne z dużą ilością naturalnych, ciekawych przeszkód i utrudnień 🙂 Końcówka Cygana pozwoliła jeszcze na chwilkę odnaleźć fajny flow i tym samym dopełnić ten mega rowerowy weekend 🙂

Tak więc udało nam się poznać cztery trasy i podjazdówkę, co jednoznacznie spowodowało chęć POWROTU na ENDURO TRAILS i poznanie pozostałych tras 🙂 Każda z nich była zupełnie inna, ale każda z nich CAŁKOWICIE warta podjeżdżania na górę 🙂

Udostępnij

4 komentarze

  • Fajny opis.
    Trasy piękne 😉. Polecam następnym razem resztę tras z naciskiem na DH+ i Dziabar przechodzący w Gondolę lub w Dębowiec. Piękna sprawa. Pozdrawiam 😁

  • Cześć, super, że spodobało się Wam w Bielsku! Cieszy nas, mieszkańców, że udało się w naszym mieście stworzyć tak fajne trasy :). I tak jak poprzednik polecam DH+ i Dziabar, całkiem solidny zastrzyk adrenalinki gwarantowany :D. A 3 sierpnia w Szczyrku przy Szczyrkowskim Ośrodku Narciarskim otwierają się kolejne trasy. Na razie dwie – dla zaawansowanych i początkujących (bez podjazdów! :D). Na Halę Skrzyczeńską, gdzie mają start, można wjechać gondolą z miejscem na 2 rowery :).

    Pozdrawiam, zapraszamy do Bielska ponownie!
    Paulina z http://www.lulagoga.pl/blog

    • Hej 😉 Wybieramy sie w ten weekend ponownie do Bielska 😀 Tym razem mamy zamiar zjezdzic jak najwiecej tras 🙂 Szczyrk tez jest w naszym planie 😉 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *